Ta zakładka ma  być miejscem gdzie spisuję dziwne i nie zrozumiałe dla mnie zdarzenia. Będę sie starał w miarę możliwości czasowych, dopisywać wszystkie zdarzenia, które zadziwiły mnie…

Siedzę zatem w jakiejś pseudo eleganckiej garkuchni i chlipie łapczywie żurek staropolski (w pełnym tego słowa znaczeniu). Łapczywie – bom głodny, a staropolski bo świeży nie jest! I myślę sobie „Kurwa co jest z tymi kelnerami?”. Dwudziestu machnięć łyżką nie zdążyłem zrobić, a ta menda już dwa razy zdążył przytruchtać i spytać „Czy Panu smakuje?” I kątem oka widzę, że szykuje się do kolejnego startu! A „Menda” -bo patrząc w Jego oczy nie widzę troski, zainteresowania, staropolskiej gościnności-czy naprawdę dobry ten żurek, czy mi nie zaszkodzi… Nie!!! Widzę tylko banknoty! Nawet nie monety! Banknoty, które jak mniema zostawię Mu, jako napiwek! „Ni chuja” – myślę (bom prosty chłopak z Bałut ), nie nawykłem do rozdawania sutych napiwków. No nie!!! I czuje na sobie Jego spojrzenie, śledzi Menda każdy ruch łyżki mej, jakby doczekać się nie mógł, kiedy skończę! A mnie w gardle pierdolony żurek kamieniem w staje! Aż boję się jeść! odwlekam ten moment, w którym będę musiał uiścić rachunek i patrzeć w rozczarowane oczy Mendy. Myślę sobie – kurde nie bądź buc, dorzuć Mu do pensji… Tylko ile? Żurek po 10 zł, mam Mu dać statystyczną złotówkę??? Patrzę na Niego, a On uśmiecha się przymilnie. Odwracam zatem szybko wzrok, by nie prowokować kolejnej wizyty z pytaniem „Jak Panu smakuje”. Przypominam sobie te banknoty w Jego oczach. Kurwa, przecież nie dam Mu „dychy”!!! Razem wyjdzie 20 zł, za żur w pseudoknajpie (znów bałucka dusza). Naoglądał się Menda – Gessler i zgrywa światowego kelnera! Ciekawe, jak On by się czuł siedząc na widowni, gdybym ze sceny pytał co chwilę „Jak się Panu podoba?!!”. Gdybym stanął po spektaklu z uśmiechem, wyciągnięta rączką – licząc na napiwek.
I siedzę więc, jak idiota coraz wolniej machając łyżką i myślę o „starych czasach”. Czasach, w których zamawiając piwo w bałuckiej knajpie, nikt nie oczekiwał czegoś w zamian za obsługę. Baaa, proponując napiwek słyszałeś buńczuczne „Szef mi płaci!”. O czasach, w których Maciek W. bez zażenowania spojrzałby w oczy kelnera mówiąc „Kolego nie patrz się tak na mnie…” – taka bałucka asertywność 🙂 I nie wiem już, czy tak łapczywie usiłuję odnaleźć się w tej rzeczywistości polskiej czy po prostu zdziadziałem………..:)

Podczas studiów dorabiałem po nocach w knajpkach.
Któregoś ranka (kończyłem ok 06.00) wracałem do domu i postanowiłem zrobić małe zakupy w tzw.nocnym sklepie przy ulicy Traugutta. Wszedłem i poprosiłem dwie bułki, masło piwo i troche żółtego sera. „Nie ma sera”- usłyszałem w odpowiedzi. Zdziwiony-patrząc na ogromny ser leżący przede mną za szklaną ladą, spytałem „jak to nie ma skoro leży tutaj?” „Ale nie mogę Panu ukroić”- odparowała sprzedawczyni. Sięgnąłem więc po resztki  inteligencji ( co nie jest łatwe o 06.00 nad ranem) „Ile mam kupić aby Pani odkroiła?” „Nie wiem” oparła sprzedawczyni ( ona chyba nawet resztek nie znalazła). „Dobra, poproszę kilogram!” -zaryzykowałem „Nie sprzedam Panu” „Dlaczego?” -spytałem. I tu usłyszałem wyjaśnienie… „Bo nie!” Do dziś zrozumiec nie mogę…ale skrzętnie rezygnuję z kupowania żółtego sera w nocnych sklepach…

zadziwia mnie czasem oznakowanie polskich dróg…
znak

pewnie prekursorem tej firmy był Adam Słodowy
ikea